1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Ściśle tajne? Ściśle jawne!

Komisja śledcza Bundestagu, badająca okoliczności nalotu z 4 września ub. r. w okolicach Kunduzu na dwie, uprowadzone przez talibów cysterny z paliwem, po raz pierwszy obradowała wczoraj (18.03) przy drzwiach otwartych

Generał Wolfgang Schneiderhan ( po prawej) i minister Karl-Theodor zu Guttenberg ( w środku)wizytują żołnierzy Bundeswehry w Afganistanie

Generał Wolfgang Schneiderhan i minister Karl-Theodor zu Guttenberg wizytują żołnierzy Bundeswehry w Afganistanie

Do tej pory obrady komisji były niedostępne dla mediów i publiczności, co podnosiło dodatkowo temperaturę dyskusji wokół fatalnego w skutkach nalotu. Do dziś nie znamy dokładnej liczby ofiar. Mówi się o 142 zabitych i rannych. Było wśród ich wielu cywilów, zapędzonych przez talibów do pomocy przy wciąganiu uprowadzonych cystern z rzecznego mułu, w którym ugrzęzły.

Niewygodne fakty

Równie grząska i mulista była polityka informacyjna ministerstwa obrony po nalocie. Stopniowo jednak prawda zaczęła wychodzić na jaw, w czym największą zasługę ma tabloid "Bild-Zeitung", dowodząc, że ówczesny minister obrony Franz Josef Jung nie mówi opinii publicznej wszystkiego, co wie. Jung podał się do dymisji, a jego następca, Karl-Theodor zu Guttenberg, udowodnił słuszność przysłowia o "nowej miotle, która dobrze miecie", wymiatając ze stanowisk inspektora generalnego Bundeswehry, generała Wolfganga Schneiderhana i wiceministra obrony, Petera Wicherta.

Franz Josef Jung został zmuszony do opuszczenia stanowiska po ujawnieniu niewygodnych dlań faktów

Franz Josef Jung został zmuszony do opuszczenia stanowiska po ujawnieniu niewygodnych faktów

Guttenberg zarzucił im ukrywanie przed nim ważnych informacji o skutkach nalotu, co uniemożliwia mu dalszą współpracę z nimi. Innymi słowy: obaj muszą odejść. Odeszli, zapowiadając, że przy okazji powiedzą "jak było naprawdę". 2 grudnia ub. r. zapadła decyzja o przekształceniu stałej komisji obrony Bundestagu w komisję śledczą, mającą wyjaśnić szczegóły zbombardowania uprowadzonych cystern i ewentualne niedostatki pracy ministerstwa obrony pod rządami obu szefów - dawnego i nowego.

Wszystko jest polityką?

Zarówno rząd jak i opozycja od początku traktowały tę aferę jako sprawę ściśle polityczną. Jeszcze przed wyborami do Bundestagu we wrześniu ub. r. opozycja zarzucała wielkiej koalicji, że zniekształca prawdziwy obraz misji Bundeswehry w Afganistanie, sprowadzając ją do groteskowej formy "pomocy rozwojowej z bronią w ręku". W rzeczywistości - twierdzono - mamy do czynienia ze zwykłą wojną, na której nasi żołnierze giną m. in. dlatego, że są do niej niedostatecznie przygotowani i źle wyposażeni.

W odpowiedzi rząd zarzucał opozycji karygodne lekceważenie zagrożenia ze strony międzynarodowego terroryzmu i brak solidarności z żołnierzami Bundeswehry, którzy mają prawo czuć się osamotnieni i rozgoryczeni. Po wyborach sytuacja zmieniła się o tyle, że słowo "wojna" przestało być wreszcie politycznym tabu, ale polityczna wojna na słowa wokół wojny w Afganistanie zyskała dodatkowo na ostrości.

Bagnet na broń!

Choć na wczorajszym posiedzeniu komisji nie padły komendy: " w dwuszeregu zbiórka!" i "bagnet na broń!", panowała na nim iście bojowa atmosfera. Stawili się wszyscy: 31 członków, dziennikarze i para głównych bohaterów wieczoru: zdymisjonowani przez ministra Guttenberga generał Schneiderhan oraz wiceminister Wichert.

Generał Schneiderhan i wiceminister Wichert na miejscu tragicznego nalotu koło Kunduzu 4. września 2009 r. W tle - spalone cysterny

Generał Schneiderhan i wiceminister Wichert na tle zdjęcia skutków tragicznego nalotu koło Kunduzu 4 września 2009 r. W tle - spalone cysterny

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, że "kiedyś powiedzą prawdę", na tzw. całą prawdę trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Były inspektor generalny Bundeswehry wyraźnie spuścił z tonu, przyznając, że nie przekazywał ministrowi Guttenbergowi wszystkich informacji, którymi dysponował, ale - jak podkreślił - te, które mu przekazał, w pełni wystarczały, aby mógł wyrobić sobie własne zdanie o nalocie i jego skutkach.

Komentatorzy widzą w tym reakcję Schneiderhana na wywiad ministra obrony sprzed tygodnia, w którym zu Guttenberg stwierdził, że nigdy nie twierdził, że generał "świadomie i złośliwie" zatajał przed nim ważne informacje, tylko nie dostarczał mu na biurko wszystkiego, czym sam dysponował.

"Grupa 85"

O ile między ministrem i generałem zapanowało czasowe zawieszenie broni, o tyle wiceminister Wichert będzie zmuszony zmobilizować ostatnie rezerwy, żeby wybronić się od nowych zarzutów.

Dotyczą one działalności w resorcie obrony tzw. "grupy 85", powołanej i kierowanej przez wiceministra Wicherta. Wolfgang Scheiderhan potwierdził istnienie takiego gremium i zaproponował, żeby o szczegóły zapytać jego pomysłodawcę i szefa w jednej osobie, czyli b. wiceministra. Już teraz jednak wiadomo, że zadaniem tej grupy było kształtowanie pozytywnego obrazu misji Bundeswehry w Afganistanie, czyli uprawianie swoistej propagandy sukcesu.

Powołano ją do życia w pięć dni po fatalnym nalocie. W oczach zasiadających w komisji śledczej członków z partii opozycyjnych, owa "grupa 85" była dodatkowym, nie ujętym żadnymi przepisami "wydziałem kłamstwa i dezinformacji" w ministerstwie obrony narodowej. Jej istnienie potwierdza zarzuty, że polityka tuszowania niewygodnych faktów była stałą praktyką w MON po fatalnym 4. września.

Pia Gram / Andrzej Pawlak (ZDF, Spiegel Online)

red. odp.: Jan Kowalski

DW.DE

Audio i wideo na ten temat

Więcej z tej kategorii