1. Spis treści
  2. Nawigacja
  3. Pozostałe treści
  4. Nawigacja zaawansowana
  5. Wyszukiwanie
  6. Wybór z 30 języków


 

Gospodarka | 11.05.2008

Coraz mniej imigrantów

Niemcy zdani są na imigrantów - tymczasem kraj między Odrą a Renem przyciąga ich coraz mniej.

Przez całe dziesięciolecia władze niemieckie podtrzymywały twierdzenie, jakoby Niemcy nie były krajem przyjmującym migrantów, choć przyjmowały przesiedleńców, uchodźców, azylantów. Przez wiele lat też dla ludzi tych niewiele robiono - byli w Niemczech raczej tolerowani niż witani z otwartymi ramionami. Teraz karta się odwróciła: do Niemiec napływa coraz mniej migrantów - a byliby potrzebni, bo niemieckie społeczeństwo się starzeje. 

Wielokrotnie nowelizowane w ostatnich latach przepisy odnośnie migracji przyniosły rezultat, przed którym zawsze ostrzegali krytycy: coraz mniej migrantów napływa do Niemiec. Porównanie liczby migrantów w roku 2006 i ludzi, którzy w tym roku opuścili kraj ukazuje, że napłynęły 23 000 osób. Podobnie będą miały się dane za rok 2007. Jednak dane te nie przyprawiają o ból głowy ministra spraw wewnętrznych Wolfganga Schaeublego. Jak twierdzi on, nie ma co dramatyzować.

Tureckie kobiety siedzące na ławceBildunterschrift: Großansicht des Bildes mit der Bildunterschrift:  Obcokrajowcy chętnie pozostają we własnym środowisku, co utrudnia integrację

Nie wolno zwlekać

Zupełnie innego zdania są natomiast eksperci koalicyjnej partii SPD i opozycji. Jak twierdzi ekspert socjaldemokratów w zakresie spraw wewnętrznych Ruediger Veit - najwyższy czas jest na przeciwdziałanie. "Czas najwyższy na to, bo wedle prognozy demograficznej zawartej w raporcie o migracji, jeżeli teraz nie zostaną przedsięwzięte odpowiedni kroki, do roku 2050 liczba ludności Niemiec spadnie o ponad 1/4."

Lecz nawet i bez napływu migrantów z zewnątrz struktura demograficzna Niemieckiego społeczeństwa będzie się niekorzystnie zmieniać.

Ekspert socjaldemokratów krytykuje także tendencje do uszczelniania niemieckich granic przed napływem uchodźców.

Ostre sprawdziany

Turecka społeczność ceni sobie najwyżej własne sklepy z produktami wedle oryginalnych receptur. Turecki rzeźnikBildunterschrift: Großansicht des Bildes mit der Bildunterschrift:  Turecka społeczność ceni sobie najwyżej własne sklepy z produktami wedle oryginalnych receptur.

Punktem spornym jest także przeforsowany przez ministra Schaeublego zaostrzony sprawdzian językowy, jakiemu członkowie rodzin migrantów mają poddawać się w krajach pochodzenia jeszcze przed przyjazdem do Niemiec i połączeniem rodziny. Dla chadeków testy te nie są problemem - odwrotnie niż dla wszystkich pozostałych partii. Z powodu tych surowszych testów napływ migrantów w ramach łączenia rodzin zmniejszył się o 40 %, z Turcji nawet o 70 %, jak zaznacza turecka deputowana do Bundestagu z ramienia Lewicy Sevim Dagdelen domagająca się zniesienia tego przepisu.

Od ubiegłego roku z krajów nie unijnych wolno przyjeżdżać tylko współmałżonkom osób już mieszkających w Niemczech, jeżeli są to osoby pełnoletnie i przed wjazdem do Republiki Federalnej są w stanie wykazać się znajomością języka niemieckiego. Egzaminy dla nich przeprowadzane są w rozsianych po całym świecie Instytutach Goethego.

Ekspert CDU d/s migracji Reinhard Grindel uważa takie postępowanie za słusznezaznaczając, że jeżeli zmniejsza się nasilenie łączenia rodzin, to oznacza, że skutecznie udaje się ukracać zjawisko małżeństwa zawieranych pod przymusem. To znaczy, że setki czy tysiące kobiet unikają życia w Niemczech wbrew ich woli. Dlatego politykę tę uważa on za właściwą.

Ponad partyjnymi podziałami z zadowoleniem przyjmowane są tak zwane kursy integracyjne. W pierwszej ich fazie migranci uczą się języka niemieckiego, w drugiej przyswajają wiedzę o społeczeństwie, systemie politycznym ekonomii i kulturze.

 

Bernd Gräßler

 
Artikel bookmarken

Reakcjewyślijdrukuj

Następne nagłówki